Zagadnienie 2, Temat 1
In Progress

Osiłek, czy osiołek?

mpaczula 10 lutego 2026

Warning: Undefined variable $post in /home/klient.dhosting.pl/mirek/odwazni.hub4startup.pl/public_html/wp-content/themes/buddyboss-theme/learndash/ld30/modules/progress.php on line 97
Zagadnienie Progress
0% Complete

Zapoznaj się z tekstem przygotowanym przez ks. Stefana Radziszewskiego. Całość dostępna także w wersji audio:

Prawdziwie silny jest ten, kto pracuje nad swoją krzepą regularnie i systematycznie. Zwyciężyć samego siebie – oto zadanie dla Bożego siłacza.


Samotny “święty”

Mężczyzna jest wezwany do rzeczy wielkich, a nie do bylejakości. W chrześcijaństwie tę wielkość nazywamy świętością. Jest ona owocem łaski oraz pracy człowieka. Warto u początku rozważań o męskiej sile, postawić pytanie o świętość naszą codzienną. Świętość mężczyzny, który pragnie naśladować Tego, który dla nas umarł i zmartwychwstał. 

Problem świętości (ten sam w XXI wieku i trzy tysiące lat temu, w czasach króla Dawida) postrzegany jest jako wysiłek i łaska – idziemy do świętości niczym Syzyf, zmagając się z ciężarem życia i własnymi słabościami. Uskrzydlony łaską nasz „kandydat na świętego” wtoczy wreszcie kamień na wierzchołek i z zadowoleniem popatrzy z góry na świat: Nareszcie „osiągnąłem” świętość, do której Pan Bóg powołuje – „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” (Kpł 19, 2). Powołuje, czyli daje łaskę, aby potem odpowiedzieć nową łaską na wysiłek człowieka. 

Taka koncepcja trochę przeraża, ponieważ na szczytach człowiek pozostaje samotny, a przecież zbawienie nie jest kategorią indywidualistyczną, ale rzeczywistością wspólnotową. Dlatego z niepokojem należy patrzeć na takiego atletę świętości, który niczym antyczny Atlas podtrzymuje z mozołem niebiosa. 

Proponuję więc, byśmy dzisiaj zastanowili się nad męską siłą, nie tyle hartem ducha czy odpornością psychiczną, ale jak najbardziej fizyczną siłą stawiania czoła przeciwnościom… żeby nas byle Goliat nie powalił na ziemię. 

Po pierwsze: King Bruce Lee Karate Mistrz

Franek Kimono śpiewał o mistrzu kung fu czyli głównym bohaterze „Wejścia smoka”. Powiedzmy to szczerze: w latach 80-tych żaden św. Stanisław Kostka albo św. królewicz Kazimierz nie panował w naszych młodych sercach. Jeszcze w stanie wojennym, w roku 1982, Bruce Lee stał się superidolem polskiej młodzieży. Dopiero później pojawił się Jean Claude van Damme i Steven Seagal. I pocieszny, ale równie niebezpieczny, Jackie Chan. W tych rozmaitych wariacjach na temat sztuk walki jedna rzecz mnie napawa otuchą: najczęściej ten słaby, skrzywdzony, pobity – w ostateczności zwycięża. Jednak to zwycięstwo nie jest okrutnym dopełnieniem zemsty, ale… no właśnie! Bardzo często młody adept przechodzi przez lata ciężkich treningów, a bywa i tak, że jego mistrz wcale nie pokazuje mu specjalnych ciosów i uderzeń. Jego mistrz poleca mu np. dźwigać kamienie, by zbudować ogrodzenie. 

Mówiąc krótko, zanim zostaniesz mistrzem wschodnich sztuk walki, musisz zwyciężyć samego siebie. A najkrótsza droga polega na pomocy innym, na wspólnym wysiłku, na pracowitym życiu. Żadna tam sztuka dla sztuki, machanie nogą w obłokach, ale syzyfowe prace, by w zdrowym ciele mieszkał zdrowy duch, to znaczy żeby nie opanował nas duch zemsty i okrucieństwa, ale szlachetna odwaga, by stawać w obronie prawdy i sprawiedliwości. A do tego potrzebna jest krzepa, wielka siła ducha i ciała, która sprawia, że Franek zrzuca kimono i zakłada zbroję, stając się rycerskim Franciszkiem.

Po drugie: Chuck Norris rządzi

W naszej wojnie o stalowe mięśnie i gigantyczne bicepsy musimy zachować ostrożność. Minister Zdrowia i Higieny ostrzega: odżywki i suplementy mogą dać ci takiego powera, że jutro wylądujesz na cmentarzu. To wielkie niebezpieczeństwo dla mężczyzny marzącego o koronie króla fitnessu. W drodze do bycia osiłkiem, łatwo można stać się osiołkiem. Chociaż wypada dodać, że istnieją i tacy pseudomężczyźni, którzy są osiołkami, nie będąc osiłkami. Gamoń, fajtłapa, maminsynek i słodki laluś – to niebezpieczne typki, które chcą ograbić cię z twojej męskości. Pozornie prezentują się jako miłe towarzystwo imprez wszelakich, ale za ich plecami ukrywają się stare demony tchórzostwa i lenistwa.

Przy okazji tej zachęty, by powrócić do zajęć wychowania fizycznego, przypominam o strażniku Teksasu czyli słynnym szeryfie, który stał się obiektem żartów na całej niemal planecie. Chuck Norris jako symbol obciachu? Spróbuj mu to powiedzieć w twarz! Oglądałem niedawno odcinek z Chuckiem Norrisem, który niestrudzenie staje w obronie słabszych i zawsze jest wzorem cnoty i dzielności. Być może gdyby był bandziorem handlującym koką albo sprzedajnym politykiem, nasz poczciwy Chuck zyskałby „szacun” i poważanie w tym niemoralnym świecie, tymczasem… Powróćmy jednak do filmu. Bohater bez skazy opowiada stricte pedagogiczną historyjkę o dwóch rodzajach ludzi: o marzycielach i niszczycielach. Ci ostatni sieją wokół siebie zło i nienawiść, i potrafią tylko burzyć. A marzycielem jest ten, kto pomaga innym w realizacji ich marzeń. 

Prawdziwy mężczyzna, ojciec i mąż, to marzyciel, który samemu Panu Bogu pomaga w realizacji Jego najwspanialszego planu: zbudowania ludzkości jako wspólnoty szczęśliwych rodzin. Oto prawdziwe zadanie dla supersiłacza. Nie tylko dobrze wyglądać, ale mieć cel w życiu. Tutaj patronat nad naszym wysiłkiem obejmuje święty Józef, milczący i pracowity “supermen”. 

Po trzecie: Skrzetuski, Kmicic i Wołodyjowski 

Na koniec proponuję, by z krainy samurajów i roninów powrócić do Polski. Ksiądz Aleksander Jełowicki, spowiednik Szopena, wydawca III cz. Dziadów i Pana Tadeusza Mickiewicza, pisał: „Orły zawsze są orłami”. A zatem do boju: rozwińmy nasze skrzydła husarskie, nie tylko w ramach transmisji telewizyjnej, w której nasi zmagają się dzielnie z reprezentacją San Marino. Prawdziwy wojownik, z rodu Skrzetuskich, Kmiciców i Wołodyjowskich, to człowiek, którego serce bije dla Boga, w którego wierzy. Dla Ojczyzny, której służy. Dla rodziny, którą kocha. W czasach duchowej pustki wokół, świat potrafią ocalić tylko święte i szlachetne dusze. Prawdziwi wojownicy ducha.

ks. Stefan Radziszewski


Autor jest doktorem nauk humanistycznych (filologia polska) oraz teologii (homiletyka), wykładowcą w Wyższym Seminarium Duchownym w Kielcach, pisarzem, publicystą.

– – – 

Wśród materiałów dodatkowych znajdziesz homilię papieża Jana Pawła II wygłoszoną podczas mszy świętej dla sportowców na rzymskim stadionie olimpijskim (29 października 2000 r.)

Rachunek sumienia dla sportowców

homilia papieża Jana Pawła II podczas mszy świętej dla sportowców na rzymskim stadionie olimpijskim (29 października 2000 r.)

1. «Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali» (1 Kor 9, 24).

W Koryncie, dokąd Paweł dotarł z orędziem Ewangelii, znajdował się wielki stadion, na którym rozgrywano «igrzyska istmijskie». Dlatego Apostoł, pragnąc przynaglić chrześcijan tego miasta, aby wszystkimi siłami włączyli się w życiowe «zawody», słusznie posługuje się przykładem wyścigu sportowego. Podczas wyścigu na stadionie — powiada — wszyscy biegną, chociaż tylko jeden zostaje zwycięzcą: a więc i wy biegnijcie... Za pomocą metafory zdrowego współzawodnictwa sportowego rzuca światło na wartość życia, przyrównując je do biegu ku celowi nie tylko ziemskiemu i przemijającemu, ale wiekuistemu. Biegu, w którym nie tylko jeden zawodnik, ale wszyscy mogą być zwycięzcami.

Słuchamy dziś tych słów Apostoła zgromadzeni na stadionie olimpijskim w Rzymie, który kolejny raz staje się dziś wielką świątynią pod otwartym niebem, jak kiedyś przy okazji międzynarodowego Jubileuszu Sportowców w 1984 r. — w Roku Świętym Odkupienia. Dzisiaj tak jak wówczas to Chrystus, jedyny Odkupiciel człowieka, przyjmuje nas tutaj i rozjaśnia naszą drogę swoim słowem zbawienia.
(...)

2. Podczas tej uroczystości świat sportu jednoczy się niczym ogromny chór, aby przez modlitwę, śpiew, udział w zawodach sportowych i ruch wyśpiewać hymn chwały i dziękczynienia Bogu. Jest to sprzyjająca sposobność, aby podziękować Bogu za dar sportu, przez który człowiek ćwiczy swoje ciało, rozum i wolę, uznając, że każda z tych władz jest darem Stwórcy.

Sport ma dziś ogromne znaczenie, ponieważ może sprzyjać upowszechnianiu wśród młodych ważnych wartości, takich jak lojalność, wytrwałość, przyjaźń, wspólnota, solidarność. Właśnie dlatego w ostatnich latach sport rozwija się coraz bardziej jako jedno z charakterystycznych zjawisk współczesności, swego rodzaju «znak czasu», wyrażający nowe potrzeby i nowe oczekiwania ludzkości. Sport rozpowszechnił się we wszystkich częściach świata, przekraczając bariery kultur i państw.

Ze względu na planetarny wymiar, jaki zyskała ta forma aktywności, na sportowcach świata spoczywa wielka odpowiedzialność. Są oni powołani, aby czynić sport terenem spotkania i dialogu, niezależnie od wszelkich barier językowych, rasowych czy kulturowych. Sport może bowiem wnosić cenny wkład w pokojowe porozumienie między narodami oraz przyczyniać się do utrwalenia w świecie nowej cywilizacji miłości.

3. Wielki Jubileusz Roku 2000 wzywa wszystkich i każdego do głębokiej refleksji i nawrócenia. Czyż świat sportu może nie włączyć się w ten opatrznościowy nurt duchowej odnowy? Nie! Przeciwnie, właśnie ze względu na doniosłą rolę, jaką odgrywa dzisiaj sport, wszyscy, którzy go uprawiają, winni skorzystać z tej okazji do rachunku sumienia. Należy podkreślać i rozwijać liczne pozytywne aspekty sportu, ale trzeba też dostrzegać różne sytuacje nieprawidłowe, do jakich może on czasem prowadzić.

Świadomi potencjału wychowawczego i duchowego sportu, wierzący i ludzie dobrej woli winni jednoczyć się w walce z wszelkimi wypaczeniami, jakie mogą się do niego zakraść, dostrzegając w nich przeszkodę dla pełnego rozwoju człowieka i dla jego radości życia. Należy na wszystkie sposoby chronić ludzkie ciało przed różnego rodzaju zamachami na jego integralność, przed wszelkim wyzyskiem i bałwochwalstwem.

Wypada prosić o przebaczenie za wszystko, co w świecie sportu uczyniono i czego zaniedbano wbrew postanowieniom podjętym podczas poprzedniego Jubileuszu. Znajdą one potwierdzenie w «Manifeście Sportu», który wkrótce zostanie tu przedstawiony. Niech ten rachunek dokonań będzie dla wszystkich — działaczy, trenerów i sportowców — okazją do wzbudzenia w sobie nowej energii twórczej i woli działania, tak aby sport mógł sprostać — nie ulegając wynaturzeniu — potrzebom naszych czasów: aby był to sport, który chroni słabych i nie wyklucza nikogo, uwalnia młodych z sideł apatii i obojętności i wzbudza w nich wolę zdrowego współzawodnictwa; sport, który stanie się czynnikiem emancypacji krajów uboższych, pomoże w walce z nietolerancją i w budowie świata bardziej braterskiego i solidarnego; sport, który będzie budził miłość do życia, uczył ofiarności, szacunku i odpowiedzialności, pozwalając należycie docenić wartość każdego człowieka.

4. «Którzy we łzach sieją, żąć będą w radości» (Ps 126 [125], 5). Psalm responsoryjny przypomniał nam, że aby uzyskać powodzenie w życiu, trzeba być wytrwałym w pracy. Kto uprawia sport, dobrze o tym wie: tylko za cenę żmudnych treningów można uzyskać znaczące wyniki. Dlatego sportowiec zgadza się z psalmistą, który twierdzi, że nagrodą za trud zasiewania jest radość żniwa: «Postępują naprzód wśród płaczu, niosąc ziarno na zasiew: Z powrotem przychodzą wśród radości, przynosząc swoje snopy» (Ps 126 [125], 6).

Podczas niedawnej olimpiady w Sydney podziwialiśmy wyczyny wielkich sportowców, którzy aby osiągnąć takie wyniki, musieli ponosić wyrzeczenia każdego dnia przez całe lata. Taka jest logika sportu, zwłaszcza sportu olimpijskiego; taka jest też logika życia: bez wyrzeczeń nie można uzyskać liczących się wyników ani prawdziwej satysfakcji.

Przypomniał nam o tym raz jeszcze św. Paweł: «Każdy, który staje do zapasów, wszystkiego sobie odmawia; oni, aby zdobyć przemijającą nagrodę, my zaś nieprzemijającą» (1 Kor 9, 25). Każdy chrześcijanin jest powołany, aby być sprawnym zawodnikiem Chrystusa, to znaczy wiernym i odważnym świadkiem Jego Ewangelii. Ale by z powodzeniem spełniać to zadanie, musi być wytrwały w modlitwie, ćwiczyć się w cnocie i we wszystkim naśladować Boskiego Mistrza.

To On bowiem jest prawdziwym «Atletą» Bożym; to On jest Człowiekiem «najmocniejszym» (por. Mk 1, 7), który dla nas podjął walkę z «przeciwnikiem» — szatanem — i pokonał go mocą Ducha Świętego, ustanawiając Królestwo Boże. On też uczy nas, że aby wejść do chwały, trzeba przejść przez mękę (por. Łk 24, 26. 46), i sam przeszedł przed nami tą drogą, abyśmy mogli pójść Jego śladem.
Niech Wielki Jubileusz pomoże nam wzmocnić się i nabyć sił, abyśmy mogli podjąć wyzwania, które czekają nas na progu trzeciego tysiąclecia.

5. «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» (Mk 10, 47). Są to słowa niewidomego z Jerycha, o którym opowiada nam odczytany przed chwilą urywek Ewangelii. Mogą one stać się także naszymi słowami: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!»

Wpatrujemy się, Chryste, w Ciebie, który dajesz każdemu człowiekowi pełnię życia. Panie, Ty uzdrawiasz i umacniasz tych, którzy ufając Tobie, przyjmują Twoją wolę.

Dzisiaj, w ramach obchodów Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 zgromadzili się tutaj duchowo sportowcy z całego świata, aby przede wszystkim odnowić swą wiarę w Ciebie, jedynego Zbawiciela człowieka.

Nawet ktoś, kto jako sportowiec jest w pełni sił, uznaje, że bez Ciebie, Chryste, jest jakby wewnętrznie ślepy, to znaczy niezdolny poznać całą prawdę i pojąć głęboki sens życia, zwłaszcza w obliczu tajemnicy zła i śmierci. Nawet największy mistrz sportu, gdy staje w obliczu fundamentalnych pytań egzystencjalnych, odkrywa, że jest bezbronny i potrzebuje Twojego światła, aby sprostać trudnym wyzwaniom, jakie przychodzi mu podejmować.

Panie Jezu Chryste, pomagaj sportowcom być Twoimi przyjaciółmi i świadkami Twojej miłości. Pomagaj im wkładać tyle samo wysiłku w osobistą ascezę co w sport; wspomagaj ich w dążeniu do harmonijnej i spójnej jedności ciała i duszy.

Niech będą dla tych, którzy ich podziwiają, wartościowymi wzorami do naśladowania. Pomagaj im, aby byli zawsze atletami ducha i mogli zdobyć Twoją bezcenną nagrodę: wieniec niewiędnący i trwający na wieki. Amen!

Za: opoka.pl